Urban Playground #9

Kiedy?: niedziela 13 maja 2007 17:00
Start: pomnik Jazdy Polskiej, na skraju Pola Mokotowskiego (od strony metra Politechnika)
Poczta: kb1985@gmail.com


Spójrz na miasto jak na wielką planszę do gry. Setki miejsc, tysiące obiektów, dziesiątki tysięcy osób. Atmosfera rywalizacji wypełnia szare ulice i wlewa się do budynków, jednak tylko nieliczni wiedzą jak grać - czy jesteś wśród nich?

Jak wejść do gry? Weź ze sobą coś do pisania i pojaw się w niedzielę 13 maja 2007 o godzinie 17:00 przy pomniku Jazdy Polskiej, na skraju Pola Mokotowskiego (od strony metra Politechnika). Wkrótce pojawi się tam człowiek w białym kombinezonie. Podejdź do niego i powiedz "Cała prawda", a dostaniesz kartkę z zasadami dziewiątej gry z serii Urban Playground.

Wszystko odbywa się na "planszy" będącej fragmentem tkanki miejskiej Warszawy (ulice, budynki, zakamarki). Celem uczestników będzie odnalezienie... ale o tym na miejscu.

Wyniki rozgrywki zostaną opublikowane na stronie www.urban-playground.org

Pamiętaj! Miasto to gra.

      Pluton wszedł do jednej z bram Nowego Światu i spojrzał za siebie. Miał wrażanie, że od jakiegoś czasu ktoś go śledzi i bynajmniej nie jest to postać w bieli, która przedstawiła mu się jako Miejski Negatyw. Człowiek który go obserwował był raczej niepozornym starszym panem z teczką w ręku. Pluton był absolutnie pewien, że całkiem niedawno widział jego twarz w pewnej kawiarni, a jeszcze wcześniej w jednej z parkowych alejek przy Placu Wilsona. Był wszędzie tam gdzie on, zupełnie tak jakby wiedział o tym co się dzieje, i cały czas szedł za nim, podążając szlakiem dziwnych słów które Pluton słyszał tu i ówdzie. Czy tajemniczy starszy pan również współpracował z Miejskim Negatywem? Pluton zastanawiał się nad tym już od jakiegoś czasu i intrygowało go to do tego stopnia, że w końcu postanowił przestać dłużej udawać, że nic nie widzi i zdecydował się zagrać ze starszym panem w otwarte karty. Zatrzyma się w bramie, a gdy człowiek z teczką wejdzie tam za nim, Pluton przyciśnie go do ściany i dokładnie przepyta. Taki był plan. Musi z nim porozmawiać.
      Starszy pan z teczką najwyraźniej myślał podobnie, bo gdy tylko Pluton zniknął w bramie, rzucił się za nim, wyprzedził, zagrodził drogę i odezwał się stanowczym głosem:
      - Musimy porozmawiać.
      Pluton nie krył zdziwienia. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Podejrzewał, że starszy pan z teczką raczej będzie chciał pozostać niezauważony i szpiegować go dalej.
      - Dlaczego pan za mną idzie? - zapytał ostro.
      - A dlaczego ty idziesz za tym głosem? - odpowiedział pytaniem na pytanie starszy pan z teczką.
      "A więc jednak wie o wszystkim" - pomyślał Pluton, jednak nic nie odpowiedział.
      - Nie wiem wszystkiego, ale na pewno wiem więcej niż ty - kontynuował starszy pan. - Nie jesteś pierwszy. Przed tobą byli już inni. Chciałbym jednak, żebyś był ostatni, bo to nie może przydarzyć się już nikomu więcej - pan z teczką ściszył głos i podszedł nieco bliżej. - Musimy to powstrzymać. Wszystko ci wyjaśnię. Chodźmy.
      Przeszli przez bramę i nieśpiesznym krokiem ruszyli w stronę Pałacu Kultury, a starszy pan z teczką zaczął tłumaczyć powoli i cierpliwie. Jakiś czas później w głowie Plutona pojawiło się słowo "kryształowe".

      Ludwik był artystą raczej zapomnianym - jeśli w ogóle można powiedzieć tak o kimś, kto nigdy nie został zapamiętany. Dlatego też tym bardziej zdziwiła go wizyta pewnego starszego pana, który najpierw skontaktował się z nim telefonicznie, objawiając zaskakującą znajomość jego twórczości, a następnie wykazał chęć spotkania się osobiście. Ludwik był tym faktem bardzo zaskoczony, początkowo nawet podejrzewał głupi żart, któregoś z jego znajomych, taki kiepski dowcip człowieka, któremu - w przeciwieństwie do Ludwika - udało się i którego twórczość została zapamiętana. Po namyśle Ludwik doszedł do wniosku, że nikt nie mógłby być aż tak złośliwy i nieprzyjemny. Z tym większym napięciem oczekiwał spotkania i był niezmiernie ciekaw kim okaże się jego rozmówca, i dlaczego tak nagle, po tylu latach, ktoś zainteresował się jego obrazami.
      W końcu odezwał się dzwonek do drzwi i już po chwili Ludwik i starszy pan z teczką siedzieli przy stoliku w jednym z dwóch pokoi niezwykle ciasnego mieszkania i popijali herbatę. Pomieszczenie pełne było różnych drobiazgów, książek, starych kaset magnetofonowych i innych rzeczy, które wprost wysypywały się z kilkudziesięcioletnich regałów. Starszy pan z teczką miał wrażenie, że wszystkiego jest tutaj w nadmiarze.
      - Nie wyrzuciłem ich wszystkich - odezwał się Ludwik wyjmując zza szafy coś zawiniętego w szary papier pakowy. Sądząc po kształcie były to obrazy. - Choć wiele razy się wahałem.
      Ludwik położył pakunek na stole i rozerwał papier. Oczom starszego pana z teczką ukazało się psychodeliczne płótno chaotycznie wypełnione intensywnymi barwami. Układały się one w jakiś przedziwny surrealistyczny obraz.
      - Tylko trzy? - zapytał starszy pan z teczką.
      - Powiedziałem, że nie wyrzuciłem ich wszystkich, ale jednak niektórych się pozbyłem - Ludwik zadumał się. - To smutne wspomnienia. Pracujesz nad czymś tak długo, a ludzie tego nie doceniają. Chciałem zniszczyć wszystko co namalowałem, ale te trzy ocalały. A później było mi już ich po prostu szkoda. Tyle pracy...
      - Rozumiem - powiedział starszy pan z teczką. - Szkoda tamtych...
      Obaj patrzyli teraz na przedziwny, niepokojący obraz utrzymany w ciemnej tonacji. Było na nim mroczne niebo pełne ogromnych burzowych chmur. Padał śnieg, jednak było w nim coś dziwnego. Płatki o nieokreślonym kolorze opadały na ziemię, gdzie piętrzyły się śnieżne zaspy, z pomiędzy których wyłaniał się skrawek gruntu pełen niezwykłych kwiatów o dziwnej fakturze. Ciężko powiedzieć czy były półprzezroczyste, czy może czerwone, a to dlatego, że pośród nich buchały gęste płomienie rozświetlające wszystko wokół żółtymi i czerwonymi piekielnie gorącymi barwami. Ludwik i starszy pan z teczką wpatrywali się w niezwykłe płótno jak zahipnotyzowani.
      - Nie widziałem tego od tak dawna - powiedział cicho Ludwik. - Zatytułowałem go "Halucynogenny śnieg lśni zawsze gdy płonie 55 szklanych kwiatów".

      Pluton siedział na ławce, popijał napój z puszki i zastanawiał się nad tym co powiedział mu starszy człowiek z teczką. Możliwe, że było to prawdą. Być może jest częścią jakiejś dziwnej rozgrywki, więźniem dziwacznego planu istoty w bieli. Nawet jeśli tak jest, to co z tego? Pluton specjalnie nie przejmował się tym wszystkim. Kolejnych słów szukał jakby od niechcenia. Nie przeciwstawiał się głosowi Miejskiego Negatywa. Robił to co do niego należy i bez emocji odnajdywał kolejne słowa, nie wykazując przy tym najmniejszego zainteresowania całą sytuacją, nie zadając żadnych pytań. Zupełnie inaczej niż Aurelia. - Jeśli wszystko jest grą, to muszę być wyjątkowo mało barwnym graczem - powiedział sam do siebie i wychylił puszkę dopijając resztkę napoju. Gdyby Miejski Negatyw usłyszał te słowa, to z pewnością przyznałby Plutonowi rację. Tak, był nudnym graczem, a tajemnicza postać w bieli uwielbia intrygujące postacie oraz barwne sytuacje. Niestety nie jest nieomylna, dlatego raz na jakiś czas, oprócz naprawdę świetnych graczy, trafiają jej się także mało ciekawi. Miejski Negatyw uważnie przygląda się osobom, które wybrał. I widzi wszystko co robią, oraz słyszy każde słowo o którym pomyślą. Zawsze kiedy chce.

      - Kiedy je namalowałeś? - zapytał starszy pan z teczką.
      - W 1999 - odpowiedział Ludwik.
      - Właśnie dlatego muszę ci coś pokazać.
      - Co takiego? I wyjaśnisz mi o co tu chodzi? Dlaczego chciałeś zobaczyć te obrazy?
      - Widziałem inne twoje dzieła. Są raczej naturalistyczne. Powiesz mi skąd tak drastyczna zmiana stylu? Co stało się w 1999? Dlaczego namalowałeś tak psychodeliczne rzeczy?
      Ludwik z kamienną twarzą zakrył obraz papierem pakowym.
      - Czy interesują pana tylko obrazy z cyklu "Głosy"? Mam też inne – powiedział obojętnie Ludwik.
      - Panie Ludwiku - zaczął starszy człowiek z teczką. - Obaj wiemy co się wtedy stało. Zagrajmy w otwarte karty.
      - Kim pan jest? - Ludwik odsunął się nieco od starszego pana.
      - Spokojnie, jestem tylko łowcą legend miejskich - wyjaśnił mężczyzna z teczką. - Wiem o postaci w bieli. To wydarzyło się naprawdę. Wiem skąd te obrazy. Te wizje...
      - Wiem, że to wydarzyło się naprawdę... Wiem to aż za dobrze! - odpowiedział Ludwik. - I nie chcę do tego wracać - dodał po chwili.
      - Rozumiem, jednak... - zaczął starszy pan.
      - Nic pan nie rozumie - wyszeptał pośpiesznie Ludwik. - Proszę wziąść te obrazy, jeśli pan chce, ale mnie proszę do tego nie mieszać. Nie chcę znowu oszaleć. Nie chcę zginąć.
      - Panie Ludwiku!
      - Proszę stąd wyjść! Niech pan bierze to obrazy i stąd idzie! - wykrzyknął Ludwik. - Albo zadzwonię zaraz na policję!
      - Panie Ludwiku! - odpowiedział pan z teczką. - Proszę zobaczyć to! - starszy mężczyzna wcisnął Ludwikowi w dłoń jakąś wymiętą kartkę.
      - Nie chcę! Do widzenia!
      Pan z teczką wyrwał Ludwikowi kartkę z dłoni i zaczął czytać na głos:
      - Chemiczny smak zastygł wokół urojonej poświaty niewidzialnych znaków! Dziewiąta krawędź mistycznej figury błyskawicznie wypełni własne wnętrze!
      - Co to jest? - wykrzyknął Ludwik. - Skąd...
      - Tytuły pana obrazów? - zapytał starszy pan i uśmiechnął się krzywo. - Nie jest takie istotne co to jest. Ważniejsze z kiedy to jest!
      - Nie rozumiem?
      - Zaczął pan malować te obrazy w 1999? - zapytał pan z teczką. - Opowiadanie które jest na tej kartce powstało w 1988. Historia sprzed ponad 15 lat.
      - Czy to znaczy, że... - Ludwik aż otworzył usta ze zdziwienia.
      - Tak panie Ludwiku. Nie jest pan jedyny. To przydarzyło się kilku, kilkunastu, kilkuset albo nawet kilku tysiącom osób. Tego nie wiem. Nie potrafię powiedzieć ilu dokładnie, ale jedno wiem na pewno - nie jest pan sam.
      Ludwik nie wiedział co odpowiedzieć. Nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
      - Ten człowiek... Ta postać ubrana na biało. Miejski Negatyw... - Ludwik po raz pierwszy od bardzo dawna wymówił to imię.
      - Pojawia się nadal. Wciąż gra z kolejnymi ludźmi i będzie robił to nadal, chyba że go powstrzymamy.
      - A kim są ci "my"?
      - Ja, pan, człowiek który gra z Miejskim Negatywem obecnie, inni. Wszyscy których uda nam się odnaleźć. Każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z Miejskim Negatywem. Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale mam powody przypuszczać, że jest w stanie pokonać go jedynie cała armia. Nie zrobi tego jeden człowiek.
      - A skąd takie przypuszczenia?
      - Nie uwierzyłby pan. Ja zresztą też... do niedawna - odpowiedział starszy mężczyzna. - Po tym co już widziałem i co pan też zapewne widział, jestem w stanie uwierzyć już we wszystko.
      Ludwik ponownie odwinął papier skrywający obrazy i spojrzał na pierwszy z nich. Halucynogenny śnieg lśni zawsze gdy płonie 55 szklanych kwiatów.
      - To co dalej? - zapytał w końcu.
      - Musimy odszukać autora tej historii - powiedział starszy pan z teczką i wskazał palcem na trzymaną w ręku kartkę.